Dzień 1 · 7.09.2012Oczyszczenie
Nadszedł czas realizacji planu. Miałem już swój czas w ciszy serca bez wody, jedzenia i światła przez dwa dni i dwie noce (planowałem trzy, ale czułem, że mi wystarczy). Nie wiedziałem, jak przejść 21-dniową inicjację do życia światłem według Jasmuheen. Mam zlecenia pracy w UK i myślałem, żeby zrobić to między zleceniami, na przełomie października i listopada. Dostałem jednak zlecenie w miejscu, które jest idealne: w naturze, z klientem, który nie wymaga dużo pracy.
Wiem jedno: moje serce śpiewa na myśl, że mógłbym żyć według diety pranicznej. Czy to się urzeczywistni, tego nie wiem. Jestem w pracy, która wymaga ode mnie pewnej gotowości. Jeżeli to zostanie zakłócone, odejdę od procesu. Wiem też, że ten szczególny wrześniowy okres oczyszczenia, jakkolwiek długo potrwa, będzie wielkim błogosławieństwem dla mnie i dla ludzi wokół.
Długo przygotowywałem się do tego momentu, naczytałem się i naoglądałem świadectw takiego życia. Dwie rzeczy są tu dla mnie ważne:
- Odpowiednia dieta od wielu lat, a dzisiejszy dzień poprzedziły cztery dni jedzenia samych owoców. Wczoraj czułem, jak coś się we mnie porządnie oczyszcza, aż bolała mnie głowa.
- Oddychanie bardzo głęboko osadzone w świadomości. W czasie medytacji przechodzę do jednego pełnego oddechu na minutę lub dłużej. Dostałem wewnętrzny wgląd, że to moje podłączenie do energii, mój przewód, i mam z niego korzystać w słabszych chwilach podczas tych 21 dni. Idealnie byłoby tak oddychać cały czas, ale do tego potrzeba wielu lat praktyki. A może mniej?
Rozpocząłem dziś pierwszą, siedmiodniową część procesu: bez picia i jedzenia. W dwóch następnych częściach pije się tylko wodę i rozcieńczone soki. Ciało samo mi powie, czy to mają być pełne siedem dni. Czuję się bardzo dobrze. Zaczynam z wagą 60 kg, a za punkt krytyczny przyjąłem 55 kg. 60 kg to moja normalna waga od ponad 20 lat.
Dziś rano ktoś cudowny, anielski usiadł obok mnie na łóżku, niczym istota wielkiego światła. Nie widziałem go, ale bardzo wyraźnie go czułem. Odebrałem to jako znak błogosławieństwa na drogę.
Ten kierunek wcale nie oznacza, że nie chcę jeść w przyszłości. Chcę jasno określić swoją niezależność w tej dziedzinie. Być naprawdę wolnym, żeby jak najlepiej używać ciała do bycia wśród ludzi.
Dzień 2 · 8.09.2012
To dopiero dzień drugi. Jestem zaskoczony, że czuję się bardzo dobrze. Rano miałem niefajny smak w ustach i w ciągu dnia płukałem je wodą z cytryną. Rano czułem się, jakby moje ciało było za mgłą, i byłem bardzo świadomy tego, co się we mnie dzieje. To nie jest moja pierwsza głodówka, ale czuję, że rozłożyłem czepliwość mojego ego na 21 dni, podobnie jak rozkładałem siły na 42 kilometry w maratonach. Rano waga wynosiła 59,5 kg, a po południu wróciła do mojej niezmiennej sześćdziesiątki. Nie ma bólu głowy ani niczego innego, nie ma pragnienia ani łaknienia. Mocz oddałem tylko raz, po południu. Przed południem mogłem, ale czułem, że nie jest to konieczne. Po południu stopy potrzebowały cieplejszego okrycia. Przez trzy godziny byłem na łonie natury i oddychałem. To niesamowite doświadczenie siebie w oddechu. Widzę w oddechu przewodni wątek mojej pracy z ludźmi. Sztuki oddychania uczyłem się i wciąż się uczę, zainspirowany intuicyjnym odkrywaniem siebie w oddechu, nauką Krija Jogi i nauczaniem Ramthy.
Gdy spacerowałem po mieście, chciałem położyć się w parku na trawie na 15 minut i spokojnie pooddychać. Ciekawe to wszystko.
Mam wrażenie, że doświadczanie głębokiej radości życia tak wiele we mnie wypaliło, że z każdą chwilą po prostu uśmiecham się mocniej, a oczyszczenie przechodzę bardzo spokojnie.
Ogólnie jestem bardzo uwrażliwiony na sygnały płynące z ciała. Jestem bardzo w tu i teraz, w ciele. W praktyce jestem w pracy i dłuższa chwila osłabienia nie wchodzi w grę. To ryzykowne, ale wiem też, że oddech i intuicyjny wgląd dadzą mi potrzebne informacje co do dalszych kroków. Może to być tylko oczyszczająca głodówka, a może doświadczenie wielkiego daru życia światłem. Tak, daru łaski i błogosławieństwa, o które proszę prowadzące mnie wyższe istoty światła.
Powtórzę jeszcze raz: nie chodzi mi o niejedzenie, ale o doświadczenie wolności od programów jedzenia. Być może tak mi się to spodoba, że będę w tym trwał, a być może będzie to kolejne maratońskie doświadczenie w odkrywaniu siebie.
Dzień 3 · 9.09.2012
Dzień zaczął się dla mnie wyjątkowo. Jak zwykle usta wymagały przepłukania. Czuję przyrost energii, mam jej w sobie więcej. To jeszcze nie jest moja normalna forma, ale czuję się wyjątkowo dobrze bez wody i jedzenia, choć bez przemęczania się. Nie ma bólu głowy, który miewałem podczas innych postów. Jestem bardzo mocno w ciele i wyłapuję różne sygnały. Waga spadła i wynosi dziś około 58,5 kg. Dziwne uczucie, gdy nic nie jedząc ani nie pijąc, chce się bekać. Dzień bekania. Zimno mi w stopy, więc noszę podwójne skarpetki. Mocz oddałem dwa razy i chyba po raz ostatni się wypróżniłem (mówią, że po oczyszczeniu człowiek co jakiś czas wydala tzw. bobki, z powodu zanieczyszczenia środowiska).
Wow, czuję się bardzo dobrze. Poranne „śniadanie” spędziłem na łące, bo potrzebowałem poćwiczyć. Powyginałem ciało, porozciągałem się i jest bardzo dobrze. Rano zamiast prysznica wziąłem kąpiel w wannie. Cudowne uczucie regeneracji. Po południu spacer z głębokim oddechem i przytulaniem się do drzew. Oczywiście był też czas na medytację i relaks. Co kilka godzin płuczę usta wodą z sokiem z cytryny, to bardzo odświeża.
Mam poczucie, że może nawet mógłbym żyć bez picia. Czuję się naprawdę dobrze, tylko bez szaleństw ruchowych i gwałtownych ruchów, do których potrzebowałbym więcej energii.
Umysł jest spokojny, ego się przygląda i nie protestuje, bo wiele miesięcy, a nawet lat, karmienia się świadectwami, że życie światłem jest możliwe, zmieniło moje myślenie o wszystkim. Czas potrafi przekonać ego, ale to dopiero trzeci dzień, więc spokojnie.
Tak, to dopiero trzeci dzień, który właśnie się kończy. Każdą wolną chwilę chcę spędzać w przyrodzie, odpoczywając i oddychając, jeśli tylko pogoda pozwoli, bo zapowiadają deszcze.
Ważne jest dla mnie w tym wszystkim również to, że dziękuję Bogu i świetlistym istotom i proszę je, by wspierały mnie w tym procesie, żebym mógł doświadczyć życia światłem, życia w swojej esencji, do której wszyscy zmierzamy.
Dzień 4 · 10.09.2012
Budzę się z potrzebą leżenia w łóżku, ale przewidując to, robię to pół godziny przed właściwym czasem. Czuję się ogólnie dobrze, tylko poziom energii mam w okolicach 40–50% i nie jestem do tego przyzwyczajony. Ku mojemu zaskoczeniu rano oddałem mocz, jaśniejszy niż dzień wcześniej. Obowiązkowe poranne śniadanie na trawie z lekkimi ćwiczeniami rozciągającymi i głębokimi oddechami. Coś cudownego. Nie wiem tylko, czym płukać usta, bo mam w nich lepki, niefajny smak, a język jest nieco biały. Bólu głowy brak.
Od wczoraj wszystko zwolniło, wszystko płynie wolniej. Nie nadaję się do szybkich akcji. Potrzebuję ciszy, spokoju, głębokiego bycia w ciele bez pośpiechu i bez wielu wątków naraz. Świat zwolnił i nie chcę robić kilku rzeczy jednocześnie. W każdej czynności potrzebuję być w pełni w tu i teraz, w tym, co robię, i w swoim ciele. Wczoraj wieczorem, gdy złapałem kilka wątków ze świata zewnętrznego, poczułem zmęczenie ciała subtelnego (emocjonalnego). Było to odczucie dysharmonii, która naturalnie domagała się uspokojenia i objawiła się spadkiem energii w ciele fizycznym. Nie mogę słuchać muzyki ze słowami, tylko kompletne otwarcie na Wszechświat w ciszy, bez słów. Tylko umysł jeszcze czasami gada, ale to czasami. Mam nawet potrzebę unikania ludzi, żeby nie mieszać energii.
Dziś, czwartego dnia, przeżyłem cudowną regenerację w wannie z gorącą wodą. Coś pięknego. Ogólnie nie mam potrzeby jedzenia ani picia, co mnie bardzo zaskakuje. Czasami przypominają mi się smaki. Patrząc na jedzenie, czuję jego smak i uśmiecham się do Matki Ziemi za jej cudowne dary, ale potrzeba bycia w procesie jest silniejsza niż samo jedzenie.
Ego mogłoby już teraz być dumne, ale dobrze wie, że nie ma tu żadnego powodu do samozadowolenia. Zmierzamy ku światłu, które jest naturalnym środowiskiem człowieka, jego Boskością objawioną w ciele. Tam ego ustępuje i rozpływa się w miłości.
Dziś ego zaczepiło mnie pytaniami: czy naprawdę nie chcesz jeść? A co z tym, co tak bardzo lubisz: gorąca czekolada, lody pistacjowe, maliny, orzechy, kawa mokka i wiele innych przysmaków? Co z pizzą i pepsi? Wtedy pojawiła się we mnie odpowiedź, że nie robię tego po to, by nie jeść. Przechodzę ten proces, by naprawdę żyć w esencji tego, kim jestem. To prana ma być moim podstawowym źródłem energii. To rdzenna natura mojej najgłębszej tożsamości. Pochodzę ze światła i nim mam się żywić, a nie wyuczonymi programami świata fizycznego, które stosuję automatycznie. Kiedy wiem, kim jestem, i wiem, że należę do światła, sięganie po pokarm fizyczny jest czystą przyjemnością smaku, a nie zasilaniem ciała. Tego pragnie moje serce. Wolności, którą określa wolne serce.
Dziś byłem na prawie dziesięciokilometrowym spacerze. Przyznaję, że to było ryzykowne. Wyglądało to jak spacer ludzi w górach o słabej kondycji.
Ciekawe jest postrzeganie wszystkiego w tym wolniejszym tempie. Postrzegam przez ciało, a nie oczami czy uszami (to też, ale drugorzędnie). Na przykład idę ścieżką i czuję, że w tym miejscu energia jest silniejsza, czuję, jak wzrasta we mnie. Przystaję i ładuję się głębokim wdechem. Przedmioty na zewnątrz traktuję jak coś wewnętrznego, co mnie wspiera albo oddala od drogi serca. Niby nic nowego, ale wyrazistość tego doświadczenia jest niezwykła.
Tak, to dopiero czwarty dzień i jeszcze trzy do wody. Przede mną jeszcze 17 dni, a może mniej. Najbardziej zależy mi na tym, żeby energia wróciła do normy, żebym mógł biegać i tańczyć.
Dzień 5 · 11.09.2012
Wow, to już dzień piąty. Dopiero jedna czwarta procesu i dwa dni do pierwszego łyku wody. Wstałem bardzo dobrze i czuję się dobrze. Zaskakuje mnie jasny poranny mocz i waga 55 kg. Pięć dni i pięć kilogramów. Cóż, nie mam z czego się odchudzać, więc potrzebuję trochę więcej, czyli moich 60 kg, które miałem przez 20 lat. Od dwóch nocy trudno mi zasnąć. Przebudziłem się, zacząłem czytać książkę i śpię jakby w półśnie. Dzień zaciera się z nocą. W nocy czułem, że coś dzieje się w moich jelitach. Czuję, że czeka mnie jeszcze jedno szczególne, królewskie posiedzenie na tronie. Nieustannie towarzyszy mi intencja, by naprawdę żyć światłem, a nie jakąś niepełnowartościową mieszanką egocywilizacyjną. Widzę, że mogę żyć światłem i zarazem dzielić z innymi radość smaku. Choć i tak wszystko zweryfikuje moje ciało. Bardzo uwrażliwiłem się na jego sygnały, to niesamowite, czuję je tak głęboko. Dzień minął bardzo spokojnie. Niefajne jest tylko wielokrotne płukanie ust w ciągu dnia. Jestem bardzo wdzięczny, że mam tak wspaniałe zlecenie w tak wspaniałym miejscu, gdzie mogę to wszystko realizować bez zbędnego tłumaczenia się, zachowując minimalne pozory. Czuję się lepiej niż wczoraj, ale oczywiście wyczekuję rozbłysku energii, żeby wrócić do formy. Zobaczymy, dokąd dojdę. Sam zaczynam się tym nieźle ekscytować, zamiast spokojnie siedzieć w ciszy.
Dzień 6 · 12.09.2012
W nocy nie mogłem spać. W półśnie miałem wizje, między innymi wody. Mój fajny świadomy sen. Jasmuheen napisała, żeby siódmego dnia najpierw zapytać przewodników, czy ten etap się zakończył i czy można już pić wodę. Ostatniej nocy, czyli pod koniec piątego dnia, zapytałem swoje Wewnętrzne Jestestwo, czy mój etap bez wody dobiegł końca, i otrzymałem odpowiedź: TAK. Taką samą odpowiedź dostałem czwartego dnia. Postanowiłem jeszcze przez jakiś czas pozostać bez wody, żeby samemu dojrzeć do tego wyjątkowego połknięcia kropli rozkoszy.
Czuję się świetnie. Jeszcze nie mogę biegać, tańczyć ani podejmować dużego wysiłku, ale jest dobrze. Tylko usta szybko wysychają i nawet kostki lodu z cytryną nie pomagają. Nabieram do ust wodę i trzymam ją, nie połykając ani kropli (dobrze sprawdza się woda gazowana). Muszę często płukać. Ciekawe, jakie myśli pojawiają się z wodą w ustach. To tak, jakby stała przede mną cudowna kobieta, która bardzo pragnie być ze mną blisko, a ja ją przytulam i pozwalam jej odejść. Silne przekonanie co do procesu mnie nie opuszcza. Dziś rano z sukcesem zaliczyłem królewski tron i jestem bardzo szczęśliwy, bo czułem, że coś jeszcze zalegało w jelitach, a teraz się uspokoiło.
Dziś wspaniała kąpiel, spacer, relaks, odpoczynek i naprawdę niezłe samopoczucie, z wyschniętymi ustami i szczupłością 55 kg, bez nadmiernego wysiłku. I mogę pić wodę, kiedy chcę!
Moja poranna modlitwa:
Boże, który zasadziłeś swą cząstkę w moim sercu, dając mi życie,
wybacz mi moją niewiarę w Ciebie, w Twoją obecność we mnie.
Dziękuję, że Jesteś i tak cudownie prowadzisz mnie ku Jedności.
Kocham Cię ponad ciało i wszystko, co chce mnie związać złudzeniami szczęścia.
Pragnę, by światło wypełniało mnie we wszystkim,
gdy odkrywam, Kim naprawdę JESTEM.
Proszę o wsparcie w procesie, o mądrość, o świadomość otrzymanej Mocy,
dla Jedności w miłości, z życiem pełnym doświadczania, a nie pustych słów.
Niech tak się stanie.
Nasuwa mi się jedna ważna refleksja. Cały ten proces to nauka poddania się w pracy wewnętrznej. Nazwałbym to poddaniem wnętrza. Na zewnątrz poddajemy się w różnych działaniach i celach, wyciszamy się w aktywności. Tu jest tylko praca wewnątrz, bez ćwiczeń, metod i kombinacji umysłu, bez tzw. sposobów na wewnętrzną ciszę tworzonych poza ciałem. Tylko odczuwanie siebie od środka. Szukanie mądrości w sobie, a nie na zewnątrz. Prawdziwa przygoda odkrywania swojego Jestestwa.
Dowiedziałem się, że w przyszłym tygodniu jadę z klientem na dwa dni na badania do szpitala, a pod koniec tygodnia zaczynamy przeprowadzkę do nowego domu. Zaniepokoiło mnie to, ale z ufnością oddaję to Bogu, żebym w tym czasie mógł normalnie funkcjonować bez przerywania procesu. Pozostaje tylko zaufać.
Po wewnętrznej odpowiedzi, po całym szóstym dniu, zdecydowałem się na łyk wody. Ufam wewnętrznemu prowadzeniu w tym procesie, tak jak w wielu sprawach w całym moim życiu. To dla mnie podstawa. Zasady i książkowe wskazówki są tylko radami i nie mogą sprawić, że mój wewnętrzny przewodnik przestanie być ukochany i uszanowany.
Postanowiłem, że pierwszym łykiem będzie woda z deszczu, dar nieba dla mnie, specjalny toast życia. I tak się stało szóstego dnia wieczorem. Przede mną 15 dni na wodzie z rozcieńczonymi sokami według książki, a według serca – zobaczymy.
Dzień 7 · 13.09.2012Regeneracja
Pierwszy etap już za mną. WOW! Nie mogę uwierzyć, że to było możliwe. Czas OCZYSZCZENIA za mną, teraz jest czas REGENERACJI. Czy teraz będzie już z górki, z wodą i rozcieńczonymi sokami (jedna część soku na cztery)? Nie wiem, ale moim zdaniem to był najtrudniejszy czas, bo zupełnie nowy: sześć dni bez wody i jedzenia.
Jak się czuję? Wyśmienicie. Napicie się wody z rozcieńczonym sokiem pomarańczowym po „pustynnym” czasie bez wody jest niesamowitym doświadczeniem ciała. Czułem, jak woda wypełnia całe ciało i dociera do wszystkich komórek. Wcześniej wszystko się we mnie kurczyło, a teraz jestem jak sucha ziemia wypełniona orzeźwieniem, życiem i radością płynącą z ciała. Głębsza świadomość bycia w ciele. Mam więcej energii, po prostu się obudziłem. To jeszcze nie jest zadowalający stan energetyczny i wiem, że nadal muszę dużo odpoczywać i się relaksować, to w tym okresie bardzo ważne. Ogólnie jest mi chłodniej: podwójne skarpetki, sweter, przydałyby się rękawiczki, ale wyglądałoby to dziwnie w oczach klienta.
Towarzyszy mi uczucie wolności. Mam wrażenie, że proces przejścia jest za mną, a teraz jest czas regeneracji i doświadczania życia w świetle. Czuję, że chodzi o to, by kolejne dwa tygodnie były czasem, w którym nowe programy życia trwale zadomowią się w moim biokomputerze. Zobaczymy. Dużo odpoczywam.
Cieszy mnie, że waga nie spadła bardziej (55 kg) i wiem, że niedługo wrócę do swojej. Mniej cieszy widok zapadniętych policzków w lusterku, ale światło w oczach ma wyjątkowy blask. Wiem jedno: powrót do normalnego poziomu energii, a nawet wyższego, i do mojej wagi z ostatnich 20 lat, czyli co najmniej 60 kg (chciałbym 65), nabranie trochę ciała zamiast skóry i kości, przy piciu tylko wody z rozcieńczonym sokiem pomarańczowym, da mi pewność, że to wszystko działa i że JESTEM kompletny w świetle. Nie wspominając o ciszy wnętrza w tu i teraz. Jest cudowna.
Dzień 8 · 14.09.2012
Myślę, że teraz będę pisał rzadziej. Czas regeneracji jest bardzo spokojny, potrzebuję ciszy i więcej medytacji. Moja percepcja rzeczywistości się pogłębia. Czuję, że bardziej chłonę wnętrzem to, co na zewnątrz, przez ciało eteryczne, astralne… Ciało fizyczne jest bardziej neutralne. Ten worek hormonów i nawyków jest spokojniejszy, bo umysł działa inaczej.
Moja uwaga szczególnie skupia się na ciszy w oddechu. Mam wrażenie, że oddech łączy moje subtelne ciała w jedno. Ciekawe odczucie.
Waga waha się wokół 56 kg. Piję tylko wodę z odrobiną soku. Czuję się dobrze, ale jeszcze bez nadmiaru energii. Nic mnie nie boli, tylko jest mi trochę chłodno i ubieram się cieplej.
Dzień 9 · 15.09.2012
Za mną już dziewięć dni procesu, tylko rozcieńczone soki. Używam mniej soku, około jednej piątej, jednej szóstej, bo przy jednej czwartej mam wrażenie, że jest dla mnie za ciężki. Obowiązkowy poranny spacer po trawie i świadomy oddech. Waga 56 kg, z nadzieją na wzrost. Dużo uśmiechu i wewnętrznej radości! Czuję się bardzo dobrze. Mam energię krótkoterminową, na dłuższe wysiłki raczej się nie porywam… a jednak dziś zrobiłem bardzo długi spacer i przesadziłem. Ten okres musi być czasem odpoczynku i regeneracji. To bardzo ważne!
Zauważyłem, że piciem chcę sobie zafundować uczucie sytości (stary program). Dlatego chcę trochę ograniczyć picie i pić świadomie, wtedy, kiedy ciało naprawdę mówi „tak”. Świadomość ciała jest nieziemska.
Ważne jest dla mnie, że cały ten proces to między innymi Wielka Lekcja Świadomego Oddychania. Każdy oddech ma ogromną moc kształtowania wszystkiego w ciele i w naszym życiu. Poświęcam się temu bez miary. Wielkie błogosławieństwo. Oddech uspokaja, ukierunkowuje energię, łączy ze źródłem w sobie, pełnym i wolnym, a oddech razem z afirmacją programuje ciało jeszcze mocniej.
Jest jeszcze jedna bardzo istotna rzecz, o której dotąd nie wspominałem: przeprogramowanie biokomputera na życie światłem. Nowe programy instaluje się przez afirmacje połączone z oddechem. To niesamowicie potężne narzędzie, o którym pisała też Jasmuheen. Robię to codziennie, żeby w tym okresie szczególnie wzmocnić to, co zasiewałem od kilku lat. Tak naprawdę przed pełnym BYCIEM powstrzymują nas tylko ograniczające przekonania.
Dzień 10 · 16.09.2012
Ten dzień wydaje się pozornie spokojny, bez szczególnych objawów. Czuję się dobrze, ale wciąż nie w pełni energii. Druga połowa przyszłego tygodnia zapowiada się w pracy trudniej i stąd moje zaniepokojenie. Ale to nie wszystko.
W moim sercu pojawiły się wątpliwości co do procesu i pytanie, czy naprawdę tego chcę.
Czy moje ciało będzie należycie zasilone wszystkim, czego potrzebuje do zdrowego funkcjonowania, bez fizycznego pożywienia? Wysłuchałem już tak wielu świadectw na ten temat, a jednak taki wątek istnieje w głębokich warstwach mojego umysłu.
Ważniejsze pytanie: czy naprawdę tego chcę? Czy chcę tak odcieleśnić swoje bycie tu na ziemi? Pojawiają się wspomnienia, ile zdrowej przyjemności daje ciało. Wiem, że z wielu przyjemności można dalej korzystać, odżywiając się światłem, ale czy to będzie pełne życie światłem, dwiema nogami w dwóch światach? Niby też tak można. Przykłady Mistrzów Urzeczywistnionych pokazują, że można i należy tak żyć wśród ludzi. To wątpliwości z umysłu, nie z serca.
Takie są moje dylematy w tej chwili. Chcę przejść proces i jeśli praca go nie utrudni, wszystko będzie super. Czy będzie to tylko czas oczyszczenia, czy czas odkrywania innych wymiarów? Pokaże mi to ciało.
Jedno wiem już teraz: mam bardzo dużo wewnętrznego wglądu w swoje życie i to moja wielka radość. Wiem też, że wszystko sprowadza się do ZAUFANIA, ale jego granica leży gdzieś w moim sercu, ograniczonym brakiem wiedzy z doświadczenia. To przekraczanie samego siebie, poza znane, ku prawdziwemu BYCIU.
Dzień 11 · 17.09.2012
Połowa procesu za mną. Czas płynie cudownie na odkrywaniu nowych obszarów poznania siebie, a przez to świata, który jest odbiciem tego, co we mnie. Wyostrzają się moje zmysły, mój wgląd w programy, które mnie ograniczają, i w przestrzeń wszelkich możliwości. Tak wiele wypływa na powierzchnię. Góra lodowa zanurzona w wodzie wynurza się, by treści podświadomości mogły zostać uwolnione i uświadomione. Najważniejszy cel, jak pisał de Mello, to ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ, ŚWIADOMOŚĆ.
Waga ta sama, 56 kg. Samopoczucie bardzo dobre, bez porywania się na większy wysiłek. Potrzebuję spokojnie płynąć przez każdy dzień. W ciągu dnia wskazane jest leżenie, medytacja, przyroda i świadome oddychanie, a obecne miejsce daje mi tego dużo. Wierzę, że druga połowa tygodnia, mimo wielu zajęć, przejdzie z sukcesem i uśmiechem.
Ten proces oczyszcza mnie teraz przez uświadamianie sobie, co pochodzi od prawdziwego MNIE, a co od ego, które przez doświadczenia ukształtowało swoje preferencje, marzenia, pragnienia, swoje „lubię” i „nie lubię”. Gdy dużo się czyta i poznaje, myśli się, że urzeczywistnienie ma wyglądać jak życie oświeconych mistrzów. A ja odkrywam, że trzeba porzucić wszelkie oczekiwania, pragnienia, marzenia, wszelkie koncepcje, jak to ma wyglądać, wszelkie metody i techniki, by po prostu zaistnieć w pełni i BYĆ nagim, kompletnie wolnym od scenariuszy ego. Mam czas, by pogłębić ten wgląd, rozpuścić wszelkie wyobrażone drogi rozwoju i poddać się „Tao”, poddać się sercu poza umysłem, poza próbami kontroli i zrozumienia. To niezwykłe doświadczenie: odkrywać siebie na nowo.
Rozszerzającą się świadomością dostrzegam, co mną kieruje i co mnie motywuje w każdym działaniu: w gestach, słowach, planach, preferencjach. Coś niesamowitego.
Czas oczyszczenia fizycznego za mną, a teraz czas oczyszczania świadomości z nieopanowanych i niezrozumiałych zachowań ciała i umysłu. Jestem w procesie odchodzenia od bycia automatem, niewolnikiem ciała i umysłu. To droga niezwykła i długa, ale warta doświadczenia, by poczuć, co naprawdę znaczy BYĆ ŚWIADOMYM.
Po prostu JESTEM, pełniej, mocniej i świadomiej, w tu i teraz.
Dni 12–13 · 18–19.09.2012
Już tyle czasu nie jem, w tym sześć dni nie piłem. Samopoczucie bardzo mi się poprawiło, mam więcej energii, ale wciąż jest mi chłodno i ciepło się ubieram. Waga około 56 kg. Piję rozcieńczone soki. Na razie nie czuję dyskomfortu ani apetytu, choć czuję smaki na odległość.
Przypominają mi się różne piękne smaki, których chcę doświadczać w przyszłości, ale w inny sposób. Jeśli proces zakończy się sukcesem (a mam wrażenie, że już się zakończył i tylko utrwalam rezultaty, a nawet gdyby było inaczej, to i tak jest to ogromna przemiana w moim świadomym odżywianiu), chciałbym jeść dla towarzystwa i przyjemności, w ilościach i jakości najbardziej przyjaznych dla ciała. Ono samo mnie w tym pokieruje. Choć teraz mogę sobie pisać, a i tak czas to zweryfikuje.
Zdaję sobie sprawę, jak bardzo byłem uzależniony od programowego jedzenia. Jak panowało nade mną pragnienie doznań smakowych i sytości. Teraz nie mam głodu ani potrzeby jego zaspokajania. To dziwne, a zarazem mam siłę widzieć, skąd przychodzi chęć na coś, i umiem powiedzieć: nie. Co za wyzwolenie ku świadomości. Ogólnie mam poczucie lekkości i wolności w ciele. To piękne. Czekam na pełne poczucie, że proces zakończył się sukcesem i zacząłem odżywiać się praną jako głównym źródłem zdrowia: na wzrost wagi i dostatek energii.
Zakończył się drugi etap, regeneracja. Teraz wszystko pieczętuję, ku pełnej wolności. Zobaczymy.
Dzień 14 · 20.09.2012Zapis
Ten dzień jest niezwykły w doświadczeniu i w pogłębianiu poznania samego siebie. Moje kroczenie w życiu światłem, każdego dnia i w każdej chwili od nowa, jest bardzo silnie zakorzenione w mojej świadomości. Czuję to całym sobą.
Dziś zjadłem śniadanie w towarzystwie klienta. Wczoraj pojechaliśmy razem na dwa dni do szpitala i okoliczności były takie, że z radości i miłości bycia z nim, na jego propozycję, zdecydowałem się zjeść z nim śniadanie w restauracji przy hotelu. Było to niezwykłe doświadczenie, po którym nie jem dalej, tylko piję, bo kierunek mojej drogi jest jeden i bardzo dla mnie wyraźny.
Poznałem przez to jeszcze głębsze mechanizmy ego, które mną kierowały. Zauważyłem, że gdy stanąłem przed wyborem wielu zdrowych i smacznych rzeczy (szwedzki stół), zacząłem wybierać według starych programów, z umysłu, o zdrowym jedzeniu. Ale to już nie działa. Nie je się umysłem! Zjadłem trochę za dużo i zbyt różnorodnie (prostota!), bo potem czułem się bardzo pełny. Wystarczyłaby jedna trzecia, a nawet jedna czwarta. Teraz potrzebuję oczyścić się z tego, co czuję w jelitach. Niefajnie jest nosić w brzuchu coś ciężkiego, co daje dyskomfort. Zmieniła się moja energetyka. Czułem, jak energia została skierowana na trawienie i pojawiło się osłabienie. Uświadomiłem sobie, że nie zatrzymałem się i nie wybrałem tego, czego naprawdę chcę z serca, intuicyjnie. Nie posłuchałem ciała, które jest teraz jak „delikatne dziecko”. Panowały nade mną programy zdrowego odżywiania zasadzone w umyśle, a to już nie działa.
To zdarzenie mnie nie osłabia. Nie jest porażką ani czymś, czego miałbym żałować. NIE. Nie ma w moim życiu rzeczy, których żałuję, żal to stary, destrukcyjny program. Są za to zdarzenia, z których bardzo wiele się nauczyłem i uczę o sobie i o życiu. Dzięki temu jeszcze głębiej dotknąłem warstwy siebie, w której mam tendencję, by nie być w ciele, w tu i teraz, tylko w nawykach umysłu. Dziękuję Bogu za to doświadczenie. Jest bardzo ważne i daje niesamowitą ŚWIADOMOŚĆ.
Nasuwa mi się jeszcze jedno. Uczucie ciężkości dało mi wrażenie oddzielenia od siebie. Nie potrafię tego dokładnie wyrazić, ale to odczucie separacji, braku szacunku dla mądrości ciała, która jest w nie wpisana. Bardzo przejrzyście dostrzegłem trzy swoje aspekty: ciało, umysł (ego) i swoje wewnętrzne Boskie Jestestwo (serce). Podczas niejedzenia jednoczyły się i harmonizowały, co dawało niesamowity stan BYCIA. Kiedy poszedłem za „programem” umysłu, nie wsłuchując się w ciało, doznałem rozdzielenia.
Ciało jest jak czuły instrument, który wydaje dźwięk. Umysł jest jak ten, który stawia granice i lustra, by Boskie Serce mogło odkrywać siebie i tańczyć w ciele.
Czasami myślałem i pięknie mówiłem o zdrowiu, o tym, co znaczy nie słuchać ciała. Teraz to doświadczenie pokazało mi w pełni, jak słucha się ciała, myśląc. I zrozumiałem, że chodzi o słuchanie ciała nie myśląc, lecz czując. To takie proste i oczywiste dla wielu (zwłaszcza dla kobiet, czasem też dla mężczyzn), ale to doświadczenie jest kolejnym milowym krokiem w moim oczyszczaniu się i wzrastaniu. Bardzo za nie Bogu dziękuję.
Nie patrzę sztywno na książkową formę 21 dni według Jasmuheen. Była raczej inspiracją, o czym już pisałem. To dla mnie propozycja, a i tak dziś wszystko odbywa się zupełnie inaczej niż 20 lat temu. Bretarianinem można zostać z dnia na dzień, gdy jest się wystarczająco oczyszczonym. Kontynuuję styl życia bez pokarmów stałych, aż nabiorę pełnego przekonania, że światło jest moim głównym źródłem energii (chyba że zacznę się źle czuć). Potem zamierzam, słuchając ciała, „mądrze” ulegać towarzyskim zachciankom dla radości smaku, a nie po to, by czerpać z jedzenia energię do pełnego zdrowia.
Dni 15–16 · 21–22.09.2012
Piękny, słoneczny dzień, bez jedzenia, tylko picie. Czuję się wyśmienicie, naprawdę jest super. Nie chcę jeść i nie czuję takiej potrzeby. Mam sporo energii i jestem szczęśliwy.
Mam poczucie, że już zacząłem żyć światłem, choć mój umysł przygląda się temu z dystansem. Waga wciąż ta sama, około 56 kg. Planuję, kiedy będę w Polsce, zrobić badania krwi i moczu, żeby wiedzieć, w jakim stanie jest organizm, a po jakimś czasie je powtórzyć, by dopełnić przekonanie, że proces się zakończył. Oczekuję też, że waga wróci do tej, którą miałem cały czas. Ale przede wszystkim ważne jest dla mnie samopoczucie i sygnały płynące z ciała. Im uważnie się przyglądam.
Postanowiłem żyć światłem tak, jak chcę żyć po zakończeniu procesu przejścia. Powstrzymuję się jeszcze od towarzyskich rozkoszy smaku w postaci stałej, przynajmniej do 21 dni od początku niejedzenia. Potem chcę odkrywać siebie w wolności od jedzenia.
Nie mam teraz problemu, żeby napić się gorzkiej czarnej herbaty (o dziwo mi smakuje, choć przez całe życie nie potrafiłem obyć się bez cukru). Napiłem się też kawy i… przyglądam się, jak reaguje ciało. Dziwne, bo mam wrażenie, jakby to wszystko mnie nie dotykało, była tylko przyjemność smaku. Czuję, że zasilenie do zdrowego życia przychodzi z innego źródła, a to nie ma na mnie wpływu (z wyjątkiem mycia zębów). To tylko subiektywne odczucie i dopiero czas pokaże, jak naprawdę jest. Choć przyznam, że kawa dała mi chwilowy spadek energii, o dziwo.
Bardzo lubię rozcieńczony sok pomarańczowy, jest bardzo przyjemny.
Dzień 17 · 23.09.2012
Zauważyłem, że gdy w tym okresie stawiam sobie cele na przyszłość, na przykład że przez kolejne dni nie będę jadł, łatwo mi się rozjechać. Nie funkcjonuję w przyszłości! Cele w czasie buduje mój umysł, moje ego, które chce pokazać, że wszystko kontroluje. Kolejna lekcja pokory. Kiedy żyję świadomie w tu i teraz, ujawnia się w moim życiu moc, która dodaje mi skrzydeł bez wybiegania w przyszłość: moc INSPIRACJI w danej chwili. Umysł chce planować, kontrolować przebieg spraw i stawiać sobie cele, a serce żyje tylko w tu i teraz.
Ktoś zapyta: a co z marzeniami? Nie ma marzeń o przyszłości, takie istnieją tylko w umyśle, a nie w sercu. Moje serce marzy bardzo często i od razu chce żyć tymi marzeniami, jakby już były spełnione. Marząc, wyobrażając sobie swoje życie światłem, wstaję i od razu zaczynam żyć w zgodzie z tym wyobrażeniem, z tym marzeniem. To takie proste. Bez przyszłości, która tak naprawdę nie istnieje (jest złudzeniem), w wiecznym TERAZ.
W rozmowie padło pytanie: jak to będzie, kiedy spotkamy się w restauracji? Przez chwilę przeszły mi przez głowę różne scenariusze, a potem odpowiedziałem: nie wiem, jak się spotkamy, to zobaczysz.
Tak samo zastanawiałem się, jak to będzie, gdy pojadę w odwiedziny do mamy, która troskliwie zechce coś przygotować do jedzenia. Mam powiedzieć: „Hej, mamo, jestem na diecie pranicznej”? Myślałem nawet, że się poświęcę, żeby nie sprawiać jej przykrości. Jej przekonania o jedzeniu, w jej wieku, są już niezmienne. Odpuściłem sobie. Chwila pokaże, jak będzie.
Każde spotkanie z ego jest spotkaniem z lustrem, żebym mógł lepiej siebie poznać i przerobić program swojej niewoli. Tak przerabiałem swoją energię seksualną, aż doświadczenie harmonii pierwiastka męskiego i żeńskiego uczyniło mnie pełnym i wolnym od szukania spełnienia przez ciało. Po prostu już nie szukam, choć w przeszłości temperamentnie się szarpałem. Podobnie jest z programami związanymi z jedzeniem. Harmonia ciała, umysłu i serca czyni człowieka kompletnym w przeżywaniu miłości do siebie tu, na ziemi.
Nie mam się czym szczycić poza szczerym sercem przed Wami. Wszystko inne jest złudzeniem. Sytuacje wokół mnie są odbiciem tego, co we mnie żyje.
Oczywiście kontynuuję styl życia bez jedzenia i tyle. Już nawet nie myślę o żadnym procesie, po prostu Jestem. Przypomniał mi się wykład Veni o jej doświadczeniach w przeprowadzaniu wielu ludzi na dietę praniczną. Powiedziała mniej więcej, że po procesie przejścia można jeść na przykład raz dziennie, raz w tygodniu, raz w miesiącu albo raz na kilka miesięcy. To nie ma znaczenia. Chodzi o zapis w komórkach, o doświadczenie, że można żyć inaczej, w innej perspektywie.
Myślę, że będę teraz rzadziej o tym pisał. Uważam drogę za rozpoczętą. Wyniki badań i informacje o samopoczuciu będę zamieszczał co jakiś czas. Czas pokaże, jak to jest naprawdę w moim indywidualnym przypadku, aż stanie się to normalne, bo na razie wciąż jest dla mnie bardzo nowe. Jest cudownie. Namaste.
Dzień 18 · 24.09.2012
Dziś miałem ciekawe doświadczenie. Byłem na spacerze, który wymagał trochę wysiłku (ostatnie trzy dni padało). W czasie spaceru poczułem spadek energii, a za nim obawę. Ale gdy szedłem dalej, energii mi przybywało. Z każdym krokiem miałem jej tyle, ile potrzebowałem, nie więcej i nie mniej, w sam raz. Wszystko jakby samo się regulowało. Dziwny i bardzo nowy dla mnie stan. Zobaczymy, jak to się będzie rozwijać.
Ogólnie czuję się bardzo dobrze, tylko na samym piciu. Waga wciąż ta sama, 56 kg.
Dzień 21 · 27.09.2012
Przydałoby się to wszystko podsumować. Nie był to proces dokładnie taki jak w książce Jasmuheen, ale na pewno był to mój intuicyjny proces. Dokonały się w moim życiu wielkie, przełomowe sprawy i wciąż się dokonują.
Nie jem od 21 dni, w tym przez pierwsze sześć nie piłem wody. Piłem przede wszystkim rozcieńczony sok pomarańczowy (były inne soki, ale nie smakowały mi tak bardzo), gorzką czarną herbatę (owocowa kompletnie mi nie podchodziła, dziwne) i kilka razy kawę bezkofeinową z mlekiem. To wszystko. Cała moja historia.
To, co piję i czego próbowałem, odbieram jako rzeczy o różnym stopniu ciężkości. To bardzo fajne doświadczenie. Pełny sok jest cięższy niż rozcieńczony. Rozróżniam ciężkość różnie przygotowanej kawy, herbaty i tak dalej.
Czuję się bardzo lekki wewnętrznie: duchowo, mentalnie, emocjonalnie. Waga po spadku się utrzymuje i na razie się nie zmienia, 56 kg (a moje 60 kg z ostatnich 20 lat jest jeszcze przede mną).
Umysł pracuje niezwykle spokojnie. To bardzo fajne: przejrzystość, bez śmieci. Jestem bystrzejszy.
Jak się czuję? Bardzo dobrze, naprawdę świetnie. Mam wrażenie, że mam podobny poziom energii jak wcześniej. Nie wiem, jak będzie przy większym wysiłku. Na razie tylko spaceruję i jest ciekawie i spokojnie. Mam potrzebę ruchu, gimnastyki, ale bez przesady. Czuję, że kiedy się ruszam, energii mi przybywa. Mam jej tyle, ile w danej chwili najbardziej potrzebuję.
Nie mam pragnienia jedzenia, ale odkryłem w sobie bardzo głęboki program związany z pozorami jedzenia. Gdy umysł zaczyna się „nudzić” swoim odcieleśnieniem i nie ma czym się ekscytować, szuka „emocji”. Ciało jest czyste i puste, więc pojawiają się pragnienia, żeby je obciążyć. To naprawdę niesamowite. Nawet samym piciem można się obciążać i dawać sobie namiastkę sytości. Takie zawiłe tendencje się ujawniają.
Gdy będę w Polsce, planuję, jeśli się uda, codziennie przebiec kilka kilometrów w moim ukochanym lesie, gdzie przebiegłem setki kilometrów, przygotowując się do maratonów.
W maratonach nie zamierzam już biegać. Zrodził się we mnie bardzo duży szacunek do energii wewnętrznej, żeby jej nie marnować. Takie ekspresyjne sporty zużywają dużo energii tylko po to, by wzmocnić ego. Mam dużą świadomość energii płynącej w ciele i szacunek dla niej. Czuję ją bardzo wyraźnie.
Kiedy przyjadę do Polski, chcę też zrobić badania medyczne, żeby zobaczyć, w jakim stanie jest moje ciało, i po jakimś czasie je powtórzyć.
Nie mogę spać w nocy. Połowę nocy śpię, a drugą połowę przewracam się w łóżku. Podobno przy odżywianiu się praną czas snu skraca się o połowę.
Cały czas towarzyszy mi świadomy oddech. To nieziemskie narzędzie dostrajania się do całego Wszechświata i do mojego serca.
Chce mi się dużo pisać. Zdaje się, że to jedna z moich dróg na teraz.
Będę Was co jakiś czas informował, co się dzieje. Życie pokaże, jak to wszystko ułoży się w przyszłości. Jest TU i TERAZ i pełna radość na mojej twarzy.
Na razie wszystkie znaki na ciele i na niebie mówią mi, że to się dokonało: przeszedłem na dietę praniczną! Oczywiście mój umysł przygląda się temu z lekkim niedowierzaniem i z pewnym dystansem, ale jeśli dalej tak będzie, niedługo przeciągnę go na swoją stronę.
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo ciepło i DZIĘKUJĘ. JESTEŚCIE CUDOWNI.
DZIĘKUJĘ BOGU I ŚWIETLISTYM ISTOTOM, które wspierały mnie w tym procesie na płaszczyźnie duchowej i fizycznej.
Pokój Wam wszystkim.
Dzień 23 · 29.09.2012Wolność
Brak jedzenia dobrze mi robi. Mam wyjątkowo dużo energii i bardzo się z tego cieszę. Chce mi się biegać i tańczyć. Waga stoi w miejscu, 56 kg.
Chcę się dziś podzielić pewnym „eksperymentem”, który wniósł do mojego doświadczania siebie zupełnie nieoczekiwane dane. Chciałem sobie dogodzić i zrobiłem kawę z czekoladą, mlekiem i wodą. Wiem, dziwna mieszanka, ale miałem na to ochotę (najbardziej uwielbiam kawę mokka). Szukałem najlepszych proporcji, żeby pogodzić doznania smakowe z doznaniami w brzuchu. Wierzcie mi, to było przezabawne. Przygotowałem wszystko z wielką starannością, zaczynam pić i czuję w sobie dysonans, który obejmuje i smak, i żołądek. Informacja z ust była dla mnie tak samo ważna jak ta z okolic brzucha. Coś w rodzaju wewnętrznej jedności, której nie mogłem rozdzielić. Albo jedno było zadowolone, albo drugie. Spróbowałem swojej superprodukcji i wylałem. Zmieniłem proporcje i tak kilka razy szukałem w tym wszystkim harmonii. Skończyło się na jakichś 70% zadowolenia. Zmarnowałem mnóstwo składników i to cała przygoda odkrywania siebie. Co za jazda bez trzymanki! Całe ciało, łącznie z kubkami smakowymi, mówiło do mnie jako nierozdzielna całość.
Odkryłem jeszcze coś, co najlepiej działa na mnie, jeśli chodzi o oczyszczenie. Może to nic nowego i trochę za późno, bo niewiele zostało do oczyszczania. Wcześniej kupiłem suszone śliwki, żeby się trochę przeczyścić, i zadziałały tak sobie, z opóźnieniem. Dziś kupiłem czysty sok ze śliwek i zadziałał błyskawicznie. Trochę ruchu na spacerze i od razu „królewski tron”. Uwielbiam w sobie tę lekkość, jest nieziemska. Cudownie się oddycha.
Tak więc życie płynie dalej, a ja podążam z lekkością w sercu i uśmiechem na twarzy. Jestem szczęśliwy.
4.10.2012
Kolejne dni na diecie pranicznej. Już nie liczę dni od 7 września. Mój stan wewnętrzny jest bardzo szczególny. Dopisuje mi dużo energii i wielka witalność w spotkaniach z ludźmi. Doświadczam wewnętrznej integracji myśli, uczuć serca i sygnałów z ciała. Wszystko staje się jednością. Duchowość przybiera w moim życiu inną formę i jest ściśle związana z ciałem. Ciało samo w sobie jest czułym odbiornikiem różnych wibracji i atmosfery wokół mnie. To o wiele głębsze i bardziej przejrzyste doświadczenie niż wszystko, co miałem do tej pory.
Myślałem, że styl życia bez jedzenia bardzo mnie uduchowi i trochę oderwie od rzeczywistości fizycznej. Tak się stało, ale inaczej, niż potrafiłem sobie wyobrazić. Sprawy ducha stały się w moim doświadczeniu esencjonalne, głębsze, bez teorii, a jednocześnie cały ten stan mocniej zespolił mnie z ciałem. Nie rozdzielam spraw ducha i spraw ciała. Jestem wyjątkowo w tu i teraz. To bardzo silna obecność, wynikająca z wewnętrznej równowagi, która jest ściśle związana z funkcjonowaniem ciała.
Mówi się tak wiele o życiu według serca i to jest moje najważniejsze osobiste odkrycie. Odkrywam też, że życie według serca to życie z nieobciążonym jelitem grubym. To świadomość siebie, zamieszkująca każdą komórkę ciała, by w radości jak najlepiej wykorzystać swoje ubranie.
Jeszcze raz chcę podkreślić silne bycie w tu i teraz: w ciele, w sercu i w spokoju myśli. Bez oceniania czegokolwiek, bez odnoszenia się do przeszłości i przyszłości. Świadomość, że wszystko się zmienia, pozwala przyjmować wszystko i każdego człowieka jako doskonałą ekspresję danej chwili. Bezwarunkowa miłość płynąca z serca, a nie z umysłu, który hoduje preferencje ego. Co jest ważniejsze: poznawanie siebie z pomocą ego czy tworzenie historii o swoim rozwoju duchowym? Takiej historii tak naprawdę nie da się stworzyć, bo jest ona naszą rolą w scenariuszu przyjętym na ziemi, w doskonałej ekspresji ciała i otoczenia.
6.10.2012
Kolejne dni wolności od programu koniecznego jedzenia. Tak to powinno brzmieć. Nie jem i całym sercem, w swojej świadomości, chcę, by światło rozświetlało każdą moją komórkę. To doświadczenie wyzwolenia, które przewyższa wszystko, co znam.
Miałem okazję odwiedzić mamę, jak zawsze, kiedy jestem w Polsce. To było cudowne odkrywanie siebie w „jedzeniu” w towarzystwie mojej rodzicielki. Nie siliłem się na tłumaczenie tego, co robię w swojej diecie, i nie czułem takiej potrzeby. Zjadłem bardzo niewiele: trochę zupy pomidorowej, trochę owoców. Było to jedzenie pro forma, smacznie przyjęte od serca mamy. Ważne było dla mnie, żeby sięgać po lekkie pokarmy i błogosławić je światłem. Cudowne doświadczenie panowania nad ciałem i odczuwania go bardzo głęboko, w miłości własnej. Wolność od przymusu jedzenia jest zajefajna, niesamowita. Mogę jeść z szacunkiem i miłością do swojego ciała i mogę nie jeść tak długo, jak chcę, bez negatywnych odczuć.
Miałem ostatnio sytuację, w której pojawiła się paszcza potwora. Ujawniała program z podświadomości, przez który chciała wciągnąć mnie w kanał „alkoholika”. Każdy z nas jest takim Anonimowym Automatem, który, rozwijając się, doświadcza uzdrowienia i wyzwolenia od programów ego, tak długo hodowanych, by radzić sobie z emocjami. Każda taka sytuacja jest lekcją, głębokim dotknięciem siebie, przez łzy odkrywania swojej mocy, samego siebie.
Kocham każdą chwilę przeżywaną na maksa, całym sobą, w szczerości, w przyznawaniu się do tego, jak się czuję i co myślę, z poczuciem bezwarunkowej samoakceptacji i bezwarunkowego ukochania przez światło Boga we mnie. Zmieniam się, jestem nieprzewidywalny, daleki od przyszłości i przeszłości, totalnie w tu i teraz. Kocham Was.
16.10.2012
Kolejne dni życia na diecie pranicznej, bez liczenia od 7 września.
Kroki ku wolności są zaskakującą drogą, na której spotyka się kamienie. Odkrywam głębokie programy, które odbierają mi zdolność bycia naprawdę wyzwolonym.
Dowiedziałem się, że moja potrzeba słodkich napojów, takich jak kakao, czekolada czy kawa, wynika z tego, że wątroba wciąż się oczyszcza i potrzebuje do tego energii. Można jej pomóc, codziennie przyjmując osobno sok z cytryny, a potem oliwę z oliwek, co zacząłem robić. To oczyszczanie może trwać około dwóch miesięcy, zanim wątroba wróci do pełnej formy.
Mam chwile, kiedy spada mi energia (inaczej niż wtedy, gdy jadłem). Szukam wtedy czegoś słodkiego albo odpoczynku. To chwilowe i szybko mija, mimo ogólnie bardzo dobrego samopoczucia psychicznego i fizycznego. Wtedy potrzebuję usiąść albo na chwilę się położyć i głęboko pooddychać.
Piję różne rzeczy: herbatę czarną, owocową i ziołową, kawę, kakao, kawę zbożową, soki, owoce zmiksowane z wodą, wodę. Coraz wyraźniej idę jednak w stronę lżejszych napojów i to jest bardzo fajne. Podoba mi się to uczucie lekkości. Mam blender i robię różne wymyślne rzeczy, na przykład: szklanka wody, łyżeczka miodu, pół jabłka, pół gruszki i trzy suszone śliwki.
Ku mojemu zaskoczeniu zdarzyło mi się może cztery, pięć razy sięgnąć po kromkę chleba własnego wypieku, ciasteczko czy coś podobnie dobrego. Może to brzmi śmiesznie, bo co to jest? Nic wielkiego. Ale najbardziej interesuje mnie pytanie: dlaczego to robię?
Rozumiem i jestem bardzo świadomy tego, kiedy chce się zajeść emocje. To jeden ze starych, bardzo silnych programów, który miałem już okazję poznać.
Rozumiem, że można sięgnąć po jedzenie z nudów, żeby doświadczyć zewnętrznej aktywności.
Odkryłem też coś dla mnie zupełnie nowego. Sięgnąłem po odrobinę jedzenia (śmieszną ilość), a potem pytałem siebie, dlaczego. Jestem spokojny i wyciszony. Ciało i myśli są spokojne, jak w medytacji, i nagle ujawnia się zapis komórkowy, w którym ciało domaga się wewnętrznej aktywności narządów trawiennych. Bardzo mnie zaskoczyło, że istnieje pewien rodzaj zapisu, pamięci w narządach, która może być aktywna i od środka przymuszać mnie do sięgania po jedzenie.
Ogólnie czuję się bardzo dobrze. Waga po spadku bez zmian, około 56 kg. Samopoczucie bardzo dobre, z uśmiechem. Wyjątkowy stan samoświadomości, introspekcji nad tym, co robię i gdzie jestem. Duża potrzeba wewnętrznej integracji ciała, serca i umysłu we wszystkim.
I co najważniejsze: coraz mocniej objawiają się subtelne wibracje miłości bezwarunkowej płynące z mojego serca. Nieustanna tożsamość bycia w przestrzeni serca. Boska sprawa. JAM JEST.
4.11.2012
Od 7 września minęło sporo czasu na mojej bretariańskiej drodze i było wiele nowych doświadczeń. Każdy dzień jest moją osobistą decyzją: dokąd chcę iść i jak bardzo chcę szanować siebie i to, co śpiewa w moim sercu. Niezmiennie znajduję w sobie odpowiedź: w stronę światła, być w nim nieustannie i całe życie ukierunkować na poznawanie samego siebie. Czas pozwolił mi bardzo głęboko wejrzeć w to, co mną kieruje, gdy sięgam po różne napoje i co jakiś czas po drobne rzeczy, jak kromka chleba z masłem czy ciastko.
Spośród wszystkich zaskoczeń w uświadamianiu sobie, czym się kieruję, dotarłem do jednego, moim zdaniem najważniejszego: wewnętrznego motywu, by sięgnąć po coś cięższego niż woda. Było jedzenie z programu: śniadanie, obiad, kolacja. Było jedzenie zajadające emocje. Było jedzenie wynikające z pamięci narządów (pamięć komórkowa, tak to nazywam).
Objawiło mi się sięganie po jedzenie, by dostroić się do otaczającej mnie rzeczywistości. Ten wgląd kompletnie mnie zaskoczył. Jestem „gdzieś” i automatycznie dostrajam się do otaczających mnie wibracji, sięgając na przykład po kawę, czekoladę, ciastko, chleb… Czuję wtedy, jak zmieniają się moje wibracje i stają się bardziej widoczne dla innych. Jestem bardziej widoczny dla innych! Kiedy długo przebywam w przyrodzie, mogę tam żyć właściwie bez niczego. Zestrajam się wibracyjnie z życiem pochodzącym ze światła, ze źródłem życia. Kiedy jestem w mieście, wśród betonu i ludzi mocno zakorzenionych w rzeczywistości fizycznej, potrzebuję się jakoś „obciążyć”, żeby BYĆ między nimi. Nie potrzebuję tego, jeśli czas w przyrodzie jest odpowiednio dłuższy od czasu spędzanego wśród ludzi o bardzo fizycznych wibracjach. Mam na myśli ludzi, którzy jedzą mięso, pielęgnują w sobie niechciane uczucia, uzależniają swoje szczęście od świata zewnętrznego i tak dalej.
Smutno mi się robi, gdy myślę o własnej bezradności wobec tego. Po prostu nie wiem, jak się od tego uwolnić, by być w pełni wolnym. Mam wyzwanie. Trzeba by po prostu wyprowadzić się do lasu, ale ja chcę być wśród ludzi, dzielić się z nimi uśmiechem i radością swojego serca.
Jak robią to mistrzowie urzeczywistnieni? Ludzie przychodzą do nich, do miejsc, gdzie energia jest na tyle wysoka, że mogą żyć całkowicie w świetle i się nim dzielić?
Po latachJakie jest moje życie światłem?
Kiedy wylądowałem w Polsce, przeżyłem szok: przed wylotem było +5 stopni, a po wylądowaniu –10. Naturalnie potrzebowałem zjeść coś ciepłego. Zupa krem jest rewelacyjna.
Przez ten czas zbudowałem sobie obraz samego siebie jako niejedzącego. Za każdym razem, gdy po coś sięgnąłem (z różnych powodów, o których kiedyś pisałem), czułem się niefajnie, bo odbiegało to od tego wewnętrznego obrazu. Potrzebowałem czasu, by doświadczyć wolności od tego toksycznego tworu, od obrazu samego siebie.
Dziś nazywam to wolnością od przymusu jedzenia. Jestem na diecie pranicznej i nie jem dzień, dwa, tydzień albo dłużej. A gdy po coś sięgam, to wtedy, gdy mam potrzebę smakową, towarzyską albo wibracyjno-rezonansową, by komunikować się z pewnymi przestrzeniami w życiu.
Sięgam wtedy po rzeczy lekkie i zdrowe (raw food), z małymi przyjemnymi wyjątkami.
Czuję wolność od jedzenia, bo nie czuję głodu i nie muszę jeść. To dla mnie esencjonalne. Wolność. Nie choruję (cała zima bez przeziębienia i bez problemów z zatokami), wyniki badań krwi są super.
Czasami poszczę… i wtedy nie piję.
Od września 2012 roku minęło już ponad czternaście lat, a mój styl życia jest w fazie dojrzałości. Wiele doświadczeń i wglądów na przestrzeni lat uczyniło mnie mistrzem słuchania swojego ciała.
Używam tej mądrości w pracy, inspirując innych do świadomego życia w Świetle.
Mariusz Alin
„Serce wie. Możesz mieć w sobie sprzeczne, walczące ze sobą myśli i wyobrażenia budzące lęk, ale w Ciszy Serca po prostu WIESZ. To jest percepcja swojego JAM JEST.”